Kurski UJAWNIA: PAP pod PiS? Szokujące słowa o mediach publicznych wstrząsają debatą!

redakcja

25 października, 2025

PAP
Fot. Marek Mazurkiewicz na licencji GNU

Jacek Kurski, postać nieustannie budząca skrajne emocje, rzucił prawdziwą bombę informacyjną, która wstrząsnęła całą debatą o mediach publicznych. Ku zdziwieniu wielu obserwatorów, oświadczył on, że media publiczne to nie tylko Telewizja Polska i Polskie Radio, ale – jego zdaniem – także Polska Agencja Prasowa (PAP). Ta sensacyjna deklaracja padła podczas burzliwego posiedzenia sejmowej komisji, która miała zaopiniować jego kontrowersyjną kandydaturę na dyrektora wykonawczego Banku Światowego.

Z uśmiechem na ustach, Kurski z uporem przekonywał, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości „niezależność PAP była zawsze respektowana”, mimo że, jak sam przyznał, „niezależność polityczna bywała poddawana w wątpliwość”. To stwierdzenie brzmi jak jawna prowokacja dla tych, którzy pamiętają, co działo się z Agencją pod rządami jego partii.

Historia PAP pod rządami PiS maluje zupełnie inny obraz. W 2017 roku władzę w Agencji przejął Wojciech Surmacz, powołany na prezesa przez ówczesny obóz rządzący. Od tego momentu, jak zgodnie twierdzą liczni obserwatorzy i krytycy, PAP zaczęła stopniowo przekształcać się w bezwstydną tubę propagandową rządu, wbrew swojej statutowej misji.

Dzisiejszy kontekst sprawia, że słowa Kurskiego nabierają szczególnej wagi. To przecież Polska Agencja Prasowa, obok TVP i Polskiego Radia, stała się celem „demokratycznej rewolucji” ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza, który postawił te instytucje w stan likwidacji. Prezydent Andrzej Duda, w reakcji na te radykalne zmiany, najpierw zawetował kluczowe ustawy okołobudżetowe dotyczące finansowania mediów, a następnie skierował je do kontrolowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego. Rząd, zdeterminowany by odzyskać kontrolę nad mediami, zastosował manewr, który nazwał „likwidacją”, próbując w ten sposób obejść prezydenckie weto i potencjalne rozstrzygnięcia Trybunału.

Kto jak kto, ale Kurski, były prezes TVP w latach 2016-2022, doskonale wie, jak wygląda proces przejmowania i przekształcania mediów publicznych. To za jego kadencji Telewizja Polska, finansowana z naszych podatków, przekształciła się w bezwzględną machinę propagandową PiS, bezprecedensową w historii polskiej demokracji.

Kurski próbował usprawiedliwić drastyczne zmiany w PAP, twierdząc, że jego intencją było „ratowanie Agencji z bankructwa”. Co więcej, otwarcie mówił o tym, że tematyka „reparacji wojennych” stała się kluczowa, a Polska Agencja Prasowa miała być narzędziem do prezentowania stanowiska rządu w tej sprawie. Jego słowa jasno sugerowały, że PAP miała pełnić rolę nadajnika rządowej narracji, zwłaszcza w sprawach politycznie wrażliwych. Podkreślił również, że niezależność PAP była kwestionowana przez „niektóre środowiska polityczne”, co w jego mniemaniu miało legitymizować przejęcie kontroli.

Warto przypomnieć, że ustawa o Polskiej Agencji Prasowej jednoznacznie określa jej status jako „państwowej agencji informacyjnej”, podkreślając jej „publiczną misję”, a nie partyjną czy rządową. Ironią losu jest to, że za rządów PiS istniały ambitne, choć niedoszłe do skutku, plany połączenia PAP z TVP i Polskim Radiem w jeden superkonglomerat, nazwany „Mediami Narodowymi”. Ten projekt, kuriozalnie, zablokował sam prezydent Andrzej Duda.

Prezydent Duda konsekwentnie utrzymuje, że wszelkie zmiany w mediach publicznych muszą być przeprowadzone wyłącznie na drodze legislacyjnej, czyli poprzez ustawy. Tymczasem Jacek Kurski, z typową dla siebie butą, ostro skrytykował bieżące działania rządu, nazywając je „bezprawną demokratyczną rewolucją”. Jego niedawne oświadczenie nie tylko rzuca nowe, szokujące światło na przeszłość PAP, ale także pogłębia i tak już polaryzującą debatę o przyszłości polskich mediów.

Źródło

Dodaj komentarz